Rozpoczynając nowy rok lubię zrobić podsumowanie poprzedniego. Skrótowe i głównie w obrazkach, jednak stanowi jakąś cezurę, pozwala na symboliczne zamknięcie tego, co było i już nie wróci. A gdy zatrą się w pamięci poszczególne miesiące, wydarzenia, dni, radości i smutki, to tutaj zostanie po nich ślad.
Rok 2018 pożegnałam z ulgą, nie był łatwy z różnych względów. Zresztą czy są w ogóle takie lata, gdy wszystko idzie jak z płatka ? Zycie zawsze przecież obfituje w niespodzianki, niekoniecznie miłe. Tylko może w niektórych okresach nagromadzenie kłopotów, trudności, podejmowanie wyzwań i ważnych decyzji nasila się, tak jak było w moim roku 2018. Jednak było w nim przecież także dużo radości, spokoju, muzyki, rozmów, śmiechu, pięknych zmierzchów i poranków - wszystkich tych dobrych chwil, dzięki którym chce się żyć i z ciekawością czeka na kolejny dzień.
Styczeń - wielkie zamieszanie w koziarni - narodziny i śmierć.
 |
Bambi i Balbina - córki Barbie |
|
|
 |
Frania córka Feli |
 |
Amanda córka Amelki |
 |
Małe Pauli - Pankracy i Pamela |
|
|
|
O tym, co się działo w koziarni pisałam w poście "Czarne chmury", nie chcę do tego wracać, bo to bolesne wspomnienia.
Luty - wielkie burzenie i wielkie mrozy.
 |
6.02. - 15 stopni o poranku |
Marzec - zima nie odpuszcza, druga odsłona kłopotów w koziarni i Józef Elsner.
 |
Kowalik |
 |
Czyż |
W marcu nadal mroźno, ze stołówki korzystały również inne niż zwykle ptaki. Za wcześnie przyleciały a tu zima.
 |
Kos, mazurek i trznadle |
 |
Rudzik |
 |
Józef Elsner |
W marcu wykonaliśmy Passio Domini Nostri Jesu Christi op. 65 Józefa Elsnera.
Kwiecień - zdrowotne zawirowania i wielkie sprzątanie, ale już wiosna.
W połowie kwietnia mąż miał operację przepukliny, która wyłączyła go ze wszystkich prac gospodarskich na dwa miesiące ... a ja rozwikłałam zagadkę swojego złego samopoczucia, umysłowego otępienia i totalnego zmęczenia - no cóż, borelioza.
Pod koniec kwietnia resztę rzeczy ze zwalonej stodoły i obory trzeba było wystawić do wywiezienia. Na szczęście nie robiłam tego sama. Wcześniej wywieźli elektrośmieci i trochę różnych gratów. Ale i tak jeszcze kupa leży do dzisiaj. Tegorocznej wiosny na pewno znowu sprawdzę siłę swoich mięśni ;)
 |
Jaskółki wlatują do domu - to już na pewno wiosna :) |
Maj - ogród, gospodarstwo i wizyty niezidentyfikowanych.
 |
Co to za ćma ? |
 |
Towarzyszka moich wiosennych zmagań ogrodowych |
CZERWIEC - płoty, obornik, sianokosy i Wolfgang Amadeusz Mozart.
 |
Ostatnie chwile koziołków za starym płotem. Koniec ucieczek i przypadkowych ciąż. |
Udało się - koziarnia gruntownie wysprzątana, zdezynfekowana, pobielona i przerobiona.
 |
Mąż przerobił paśniki, poprzednie były za wysokie i trudno było mi wrzucać do nich siano. |
 |
Rękopis - Msza C-dur Koronacyjna - Kyrie |
Sianokosy też jakoś szły - pogoda dopisała. Siana może wystarczy, zobaczymy. Dokupiliśmy rurę, którą siano wlatuje na górę - wialnia to chyba tak się nazywa - i siano jest na strychu w nowej stodole.
Kosił łąki i zbierał mój uparty Góral ( chociaż krzyczałam na niego, że to zbyt wcześnie po operacji i lepiej siano kupić ), a ja trochę pomagałam w ładowaniu na wialnię.
Lipiec - Birka, domowo i nadal sianokosy.
 |
Dudek |
W lipcu zrobiłam sobie domowy urlop - tzn. nigdzie nie pojechałam. Przyczyn było kilka, poza tym mam już problem z jedzeniem czegokolwiek poza domem. Zeszłego roku nad morzem prawie nic nie jadłam - nie mogłam - wszystko dziwnie pachnie i ma chemiczny smak.
 |
Dzierzba gąsiorek - młoda/y |
Zachorowała Birka. Po badaniach okazało się, że ma kilka guzów na wątrobie. Postanowiliśmy oszczędzić jej biopsji i operacji, bo ma już 14 lat. Leczenie resweratrolem oraz innymi specyfikami daje bardzo dobry efekt. Po USG okazało się, że guzy nawet zmniejszyły się.
Proporcjonalnie do poprawy zdrowia wzrasta Birce poziom wredności w stosunku do Senty.
Na szczęście są godziny bez kłapania zębami, warczenia i szczeków, lubią się na wspólnych spacerach, a poza tym Birka dużo śpi, w końcu to stary pies.
Sierpień - gorące lato, kozy i plony.
 |
Rośniemy ładnie, choć bez mamy - Balbina i Bambi |
 |
Najładniejsza - czarnobrzucha Frania |
 |
Ja Berta, umiem rogiem poskrobać się po kopytku |
Wrzesień - wielkie przerabianie, ciągle te kozy i Józef Elsner - Kantata.
 |
O, ale fajna, nowa łąka |
 |
Okrężną drogą, lasem stado dotarło i tutaj. Trzeba było przepędzić. |
 |
I tak co kilka dni |
 |
Pierwsza rabatka - zaczęłam w maju, a teraz wygląda tak... |
 |
... i bardzo mnie cieszy |
Październik - wreszcie ruja bez nerw, wyprawy do lasu, nadal przerób i Jan Maklakiewicz ( Msza Polska).
 |
Tam osiemnaście kóz czeka, a ja za kratami, ot życie |
 |
Ja pierwsza - Frida |
 |
Sikora uboga |
 |
Trawa na łąkach już licha, za to żołędzi i liści dostatek |
Listopad - lato jesienią i spacery z kozami.
 |
Uratowana przed bielinkiem brukselka |
 |
i kapusta |
 |
A my tu nadal w gotowości |
 |
Kwitnie ślaz i inne zioła, kwiaty również |
 |
12.11.2018 |
 |
Idziemy ? |
 |
No to idziemy... |
 |
... a teraz biegniemy, goń nas ! |
 |
Senta to już pies prawie pasterski |
Grudzień - susza, czekamy na zimę i nowy ptak.
 |
Przydałaby się porządna, śnieżna zima |
 |
Krogulec |
Pewnego dnia ptaki nie pojawiły się rano w swojej stołówce. Wyszłam sprawdzić co się dzieje, a tu siedzi taki osobnik. Przeganiałam, ale wracał. Powiesiłam czerwoną szmatę na kiju - wystarczyło na tydzień. Teraz pojawia się co kilka dni. Nie wiem, co z nim zrobić.
 |
Ostatni zachód słońca w 2018 roku |
I tak oto nie wiadomo kiedy przeleciał kolejny rok. Był z pewnością bogaty - w wydarzenia i nowe zadania. A jaki będzie 2019 ? Zobaczymy.
Wszystkim drogim Czytelnikom życzę dobrego roku. Niech spełnią się marzenia, zrealizują plany, a zdrowie dopisuje. Dziękuję za odwiedziny, komentarze i za to, że jesteście tutaj, chociaż tak rzadko piszę.
Nie był to nudny rok, sądząc po sprawozdaniu.
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego dla Was!
Dziękuję, również życzę !
UsuńTak, nuda omija mnie od lat szerokim łukiem. Czasem za nią tęsknię:)
Kubek z poranną herbatą, cisza... mogę czytać :D
OdpowiedzUsuńczerwoną szmatę trzeba przestawiać - ona musi się ruszać, bo tak to ptak zaczyna to ignorować. Piękny rok... tyle się wydarzyło. Zdrowia życzę dla wszystkich. Nie załapał się na foty, czy kota nie macie? :D Piękne, stado kóz... pracy w bród.
Pozdrawiam bardzo serdecznie :D
O, dzięki, zaraz przestawię kij. Nie mamy kota, ostatni to kicia, która została w pakiecie z domem, ale od ośmiu lat nie żyje. Mąż nie przepada za kotami, a poza tym kot w lesie to nie jest dobry pomysł - to trochę szkodnik - poluje na ptaki, potrafi też złapać małego zajączka ( widziałam). Chociaż ze względu na myszy i nornice jakiś łowca by się przydał, ale moje psy przejęły tę funkcję i nieraz im się udaje. Ale ja tęsknię czasem za mruczkiem na kolanach, w domu rodzinnym zawsze był przynajmniej jeden, często kilka.
OdpowiedzUsuńZdrowia i pomyślnego roku :)
Kot przy lesie to szkodnik niestety. Czytałam dzieciom swego czasu książkę o leśniczówce, nie pamiętam tytułu i tam też nie mieli kotów z tego samego powodu jak piszesz. Takich czerwonych możesz poustawiać więcej i przestawiać. U mnie działa z jednym czerwonym garnkiem ale ja mam zadrzewiony wybieg dla drobiu.
UsuńMiałaś dobry pomysł z tym fotoreportażem z ubiegłego roku jako pamiętnikiem. Pewnie przygotowując tego posta musiałaś przejrzeć mnóstwo zdjeć, poprzypominać sobie pewne fakty, inne z kolei ominąć, bo nie wszystko nadaje się przecież do opisania,a niektóre wspomnienia lepiej nawet byłoby zasypać piaskiem, a on wciaz na wierzch wyłazą, uparciuchy.
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia z kozami na łace, ze spacerami do lasu. Oj, masz roboty od groma, ale masz też sporo radosci na tym swoim siedlisku w lesie. No i masz muzykę, ona jest zawsze cudem i magią.
Pozdrawiam Cię ciepło Andziu i dobrego roku zycze. Jak najwiecej radosci, jak najmniej trosk!***
Właśnie dlatego polubiłam takie podsumowania, muszę wtedy przejrzeć wszystkie zdjęcia, a nigdy nie ma na to czasu. Zamykam rok obrazkami i wchodzę w kolejny :)
UsuńWiesz Olu, jak tak sobie sama na to z boku patrzę, to rzeczywiście wyrabiam 200% normy, przecież większość dnia spędzam w mieście ;)
Ale lubię to swoje życie i nie jestem nim jakoś wybitnie umęczona. Może właśnie dzięki muzyce, ona dodaje mi skrzydeł i mocy!
Olu - dziękuję za życzenia i również tego samego życzę :)