piątek, 30 października 2020

Requiem

         Już za kilka godzin koncert. Wielomiesięczna przerwa dała mi się we znaki, tęsknota za muzykowaniem przewijała się w codziennych zmaganiach i brak mi było tego oddechu, bardzo brak.   Radość z powrotu do śpiewania i właśnie z tym utworem - moim ukochanym mozartowskim Requiem, w którym znam na pamięć nieomal każdą nutę, przeplata się ze smutkiem, że to tak wygląda. Dziwnie, nienormalnie i złowieszczo. Widownia straszyć będzie pustymi, oklejonymi miejscami, a emocje słuchaczy pozostaną ukryte, pod maskami.

Towarzyszy mi nieodparte poczucie, że ten koncert to jest symboliczne pożegnanie - Requiem - dla nas, dla świata, który znamy i który właśnie powoli i nieuchronnie odchodzi.

 


 

 



piątek, 3 kwietnia 2020

Ten dzień II


Ten dzień miał być zupełnie inny. Za kilka godzin miałam stanąć na scenie, aby z ogromnym wzruszeniem wykonać Pasję wg św. Mateusza BWV 244 Jana Sebastiana Bacha.
Stało się inaczej, ale nie jestem smutna, bo czymże jest ten jeden koncert w obliczu tego, co dzieje się w ostatnich tygodniach. Mierzymy się z zadaniami jakich nikt się nie spodziewał i nasz świat niewątpliwie już nigdy nie będzie taki, jaki był.

A jednak nie odkładam nut, śpiewam dalej, bo wierzę, że ten koncert, który byłby spełnieniem marzeń nie tylko moich, kiedyś się odbędzie.


Fragment rozpoczynający Pasję - Kommt, ihr Töchter, helft mir klagen / Chodźcie córki, pomóc mi opłakiwać -  w wykonaniu Collegium Vocale Gent, dyryguje Philipp Herreweghe



wtorek, 31 grudnia 2019

Harmonia

Nieuchronnie nastał czas podsumowań. Siłą rzeczy zastanawiamy się nad tym, co spotkało nas w tym kończącym się roku i co też przyniesie kolejny.
Gdybym miała jednym słowem określić to jak przebiegł mój 2019-ty, to myślę, że najbardziej odpowiednie byłoby - harmonia.
Pomimo różnych zdarzeń nieprzyjemnych, pomimo okoliczności zewnętrznych, które dotyczą nas wszystkich i nie można nigdzie przed nimi uciec, to w zasadzie ten rok przebiegł w naszym stadzie harmonijnie. Poukładały się różne sprawy w domu i w zagrodzie. Nie wszystkie oczywiście, generalnie jednak kończę ten rok z poczuciem harmonii właśnie.
Czego Wam drodzy zaglądający tutaj Czytelnicy życzę. I niech ten 2020 przyniesie dużo radości, niech spełnią się marzenia, zrealizują zamierzenia, a zdrowie dopisuje.   Do siego roku !



środa, 30 października 2019

No to jestem...

czekałaś ? Wiem, że tak. Postanowiłam być taka całkiem normalna. Trochę ciepła, trochę chłodna i nieco zamglona, trochę przymrożę, ale i podleję. Zawieję też tylko trochę, tak akurat, żeby nie było, że zapomniałam o koledze wietrze. Rzucę kolorami, a potem spłowieję, zabiorę ptaki, ale przyprowadzę inne. Tak lubisz, prawda ?  Dlaczego więc nic nie piszesz o mnie ? No to co, że już wszędzie napisali. Przecież ja i tak dla każdego jestem inna.  Pokaż może chociaż parę zdjęć, bo w przyszłym roku na pewno przyjdę odmieniona. I zapomnisz jaka byłam teraz.








     









środa, 5 czerwca 2019

Maj ... i po maju


Wyczekiwany z utęsknieniem, piękny i zawsze inny, tegoroczny przyniósł wiele emocji i upragnione deszcze. W naszym wybitnie suchym leśnym zakątku majowe mżawki i ulewy wreszcie napoiły łąki do syta. Cieszy oko soczysta zieleń traw, bujnych i gęstych. Już nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam  taką obfitość, z roku na rok tylko przybywało suchych połaci, a trawa rosła rachityczna i niewysoka. 

Wreszcie jest co kosić, choć to dość dziwnie brzmi ...


A i schować się też można ...
 

Dla porównania - 11.06.2018 to samo miejsce

Wiosna toczyła się swoim torem i bardzo pracowicie.
Z końcem kwietnia i w maju okociło się pięć kóz. Wynik - siedem koźląt, Pepsi, Berta i Emilia po jednej kózce, Bella - dwie kózki, tylko Pipsi się wyłamała i obdarowała nas koziołkami.
Jest jeszcze Petra, która ma termin 7 czerwca. Mam nadzieję, że pójdzie tak jak u innych - szybko i bez kłopotów. Oczywiście na początku trzeba pilnować jedynaczek, które zwykle piją tylko z jednej strony, drugą pozostawiając nam do dojenia. Ale w końcu i o to chodzi - o to wyczekane mleko !

Kwietnioki - Elka, Bernadeta i dwa białasy - Max  i Moritz

i Majoki ...

... jeszcze bezimienne

Poza tym, żeby nie było mi zbyt nudno, to w ostatnim tygodniu maja miałam wizytę Szwedów z firmy, z którą współpracujemy, a na dokładkę wystawialiśmy operę w Filharmonii.
A ogród też nie czekał. Wymęczyłam go w wolnych chwilach, a rezultaty pokażę w kolejnym wpisie. Najważniejsze, że wreszcie zorganizowałam pomidorom porządne miejsce, myślę, że takie upalne, suche lato jak ubiegłoroczne chyba się nie powtórzy, poza tym zawsze im lepiej pod dachem, choćby foliowym. Prawdziwa szklarnia w planach, nie wiem jeszcze jak bliskich.

 


16 kwietnia pożegnaliśmy się z naszą 15 letnią Birką. Nie chciałam tak szybko nowego psa, jednak Senta wpadła w taką depresję, że trzeba było na gwałt szukać jej towarzystwa. No i jest. 

Cześć, jestem Terry, bo podobno mam w sobie coś z teriera...

A Senta zawsze wydawała mi się niezbyt duża :)
 
 


Teraz przyszedł czas na delektowanie się czerwcem z jego długimi wieczorami, śpiewem ptaków, mnóstwem kolorów i zapachów.  I już nie takim pracowitym !

Drozd - śpiewak wybitny

PS
Petra dzisiaj rano przywitała nas świeżutkimi koźlętami. Bezproblemowo. Hurra !  

piątek, 12 kwietnia 2019

Dzisiaj - G.B. Pergolesi



      Giovanni Battista Pergolesi to włoski kompozytor epoki baroku, który żył tylko 26 lat, a całe jego krótkie istnienie naznaczone było cierpieniem. Kilka dni przed śmiercią ukończył  swoje wiekopomne dzieło - Stabat Mater. 

     Dwieście pięćdziesiąt  lat później pewna studentka usłyszała gdzieś fragment tego utworu - Stabat Mater dolorosa ( Stała Matka bolejąca).
Odtąd nic nie było takie jak przedtem. Dźwięki poruszyły zapomniane i ukryte głęboko struny, już nie wystarczały skądinąd świetnie opracowane standardy jazzowe, będące specjalnością akademickiego chóru, w którym śpiewała.
Trzeba było pójść dalej, inną drogą, podążyć za muzyką, która wyszła spod pióra umierającego geniusza.

Dzisiaj wieczorem koncert, wykonamy Stabat Mater. To, które niegdyś zmieniło moje życie.  




 Część pierwsza - "Stabat Mater dolorosa" w interpretacji doskonałej i najbliższej memu sercu -
Philippe Jaroussky i Julia Lezhneva wraz z I Barocchisti - dyryguje Diego Fasolis.

PS
Giovanni Battista i ja urodziliśmy się tego samego dnia - 4 stycznia.



piątek, 1 lutego 2019

Noworocznie jeszcze...


Rok rozkręcił się już na dobre i jak zawsze obyło się bez szczególnych i spektakularnych postanowień z tej okazji. Plany owszem jakieś są, ale to nie to, że np. rzucę palenie ( nie palę ), albo nie będę jeść słodyczy ( jem ! ), schudnę, będę systematycznie robić coś, czego dotąd nie robiłam i tym podobne...
Jednak tego roku jest inaczej, ponieważ mam jedno noworoczne postanowienie - odgrodzić się murem od wszelkich negatywnych informacji i emocji. Skupiać się wyłącznie na pozytywach i radościach.  Nie dać się owładnąć ponurym wieściom docierającym zewsząd i zatruwającym umysł.
Emigracja wewnętrzna - termin funkcjonujący w zamierzchłych czasach komuny, teraz wraca - przynajmniej ja tak się czuję. Postanowiłam emigrować z tego podłego świata w maksymalnym stopniu.
Oczywiście wiem, że nie można całkiem, bo przecież praca, miasto, potrzeb zaspokajanie etc. Jednak usilnie postaram się wszystkie myśli i działania kierować wyłącznie na optymistyczne tory. W moim przypadku to muzyka, zwierzęta, ogród i przyroda wokół.
Może to jest utopia, tchórzostwo lub ułuda, nie wiem, ale czuję, że teraz już muszę.
I spróbuję.

Jeszcze zimowo, ale już niedługo...

 Wiadomość na dzisiaj - rankiem usłyszałam wiosenne, radosne i donośne świergolenie sikorek !