wtorek, 7 października 2014
Ola Gjeilo, Ubi Caritas
Wczoraj na próbie przeczytaliśmy ten utwór i odtąd cały czas mam go w głowie. Właśnie tak bywa z każdą piękną muzyką.
środa, 1 października 2014
Pejzaż
Pejzaż nie zasnuty do końca dymem spalonego dnia jeszcze odsłania kształt drzew i blado-błękit nieba. To dla nas jest ten czas milczący, kiedy czarodziej zmrok obezwładnia ręce i głosy. To dla nas ta chwila, gdy zmierzch bawi się cieniami - popatrz - boi się zbyt szybkich gestów, lubi spokój i nasze oczy. To dla nas ta cisza z zielonym pobrzękiwaniem liści i jasną smugą marzeń. To dla nas ten świat półsenny z zegarem uderzeń naszych serc. Ostrożnie. Każdy krzyk, złe słowo i spojrzenie plamią nasz pejzaż.
czwartek, 4 września 2014
O myszach - znowu i niestety...
Kiedy niedawno opisywałam niezmordowaną mysz usiłującą wskoczyć na klapę kosza na śmieci napisałam, że mysz i tak nie wejdzie do środka.
Niestety wejdzie - a wiem to od dzisiejszego ranka. A było to tak.
Wczorajszego wieczora Birka długo nie chciała wejść do domu tylko pilnowała czegoś na podwórku.
W końcu zainteresowałam się, wyszłam sprawdzić i usłyszałam jakiś łomot. Dobiegał od strony starej obórki gdzie trzymamy drzewo. Gdy przysłuchałam się dokładniej okazało się, że to odgłosy chyba z kosza na śmieci. Birka kręciła się tam, a ja nie chciałam przy niej sprawdzać, co jest w środku. Kot, kuna czy jeszcze coś innego. Gdybym otworzyła kosz i to coś wyskoczyłoby, to Birka mogłaby je zagryźć. A tego chciałam uniknąć. Zawołałam ją do domu z myślą, że pójdę sprawdzić później. Ale też wczoraj doszło nowe zmartwienie. Właśnie odkryłam w naszym nowym domu, do którego będziemy przenosić się lada moment - plamę wody na podłodze. Dach przecieka ! Oczywiście zadzwoniłam do dekarza, ale miał wyłączony telefon. I tak kilka godzin mieliłam ten problem - no jak to - nowy dach i przecieka ??? Na dodatek męża nie ma i nie chciałam go martwić, więc "przeżuwałam" to sama.
Kiedy już położyłam się do łóżka zapomniałam, że miałam iść sprawdzić co siedzi w koszu.
Dzisiaj rano uniosłam klapę i co zobaczyłam ? Dwie myszy leśne - mniejszą i większą. Niestety nie żyły.
O jaka jestem głupia - wczoraj nie pomyślałam, że tam może być przecież mało powietrza.
I one biedaczki pewnie udusiły się - przeze mnie. Kosz był pusty, bo wczoraj odbierali śmieci, one jakoś podniosły klapę, wpadły i nie umiały się wydostać. Dlaczego tam wczoraj nie zajrzałam ???
Całą drogę do pracy przepłakałam, jeszcze teraz łzy mi kapią - jaka jestem jednak czasem bezmyślna.
Przez moje zmartwienia nie żyją niezwyczajne, sprytne myszki, które umiały nawet podnieść klapę kosza na śmieci.
Wiem - tyle jest tragedii na świecie, tylu ludzi umiera, a ja tu płaczę po dwóch małych myszach. Ale jednak gdy sobie wyobrażam ich cierpienie i to z mojej winy... Mogły żyć. Wstyd mi bardzo.
Niestety wejdzie - a wiem to od dzisiejszego ranka. A było to tak.
Wczorajszego wieczora Birka długo nie chciała wejść do domu tylko pilnowała czegoś na podwórku.
W końcu zainteresowałam się, wyszłam sprawdzić i usłyszałam jakiś łomot. Dobiegał od strony starej obórki gdzie trzymamy drzewo. Gdy przysłuchałam się dokładniej okazało się, że to odgłosy chyba z kosza na śmieci. Birka kręciła się tam, a ja nie chciałam przy niej sprawdzać, co jest w środku. Kot, kuna czy jeszcze coś innego. Gdybym otworzyła kosz i to coś wyskoczyłoby, to Birka mogłaby je zagryźć. A tego chciałam uniknąć. Zawołałam ją do domu z myślą, że pójdę sprawdzić później. Ale też wczoraj doszło nowe zmartwienie. Właśnie odkryłam w naszym nowym domu, do którego będziemy przenosić się lada moment - plamę wody na podłodze. Dach przecieka ! Oczywiście zadzwoniłam do dekarza, ale miał wyłączony telefon. I tak kilka godzin mieliłam ten problem - no jak to - nowy dach i przecieka ??? Na dodatek męża nie ma i nie chciałam go martwić, więc "przeżuwałam" to sama.
Kiedy już położyłam się do łóżka zapomniałam, że miałam iść sprawdzić co siedzi w koszu.
Dzisiaj rano uniosłam klapę i co zobaczyłam ? Dwie myszy leśne - mniejszą i większą. Niestety nie żyły.
O jaka jestem głupia - wczoraj nie pomyślałam, że tam może być przecież mało powietrza.
I one biedaczki pewnie udusiły się - przeze mnie. Kosz był pusty, bo wczoraj odbierali śmieci, one jakoś podniosły klapę, wpadły i nie umiały się wydostać. Dlaczego tam wczoraj nie zajrzałam ???
Całą drogę do pracy przepłakałam, jeszcze teraz łzy mi kapią - jaka jestem jednak czasem bezmyślna.
Przez moje zmartwienia nie żyją niezwyczajne, sprytne myszki, które umiały nawet podnieść klapę kosza na śmieci.
Wiem - tyle jest tragedii na świecie, tylu ludzi umiera, a ja tu płaczę po dwóch małych myszach. Ale jednak gdy sobie wyobrażam ich cierpienie i to z mojej winy... Mogły żyć. Wstyd mi bardzo.
| Podobna do tych poległych mysz leśna zwana Magistrem mieszkała z nami przez dwie zimy |
wtorek, 2 września 2014
A mnie jest szkoda...
... lata. Ta bardzo stara piosenka, której słuchała moja mama, tłucze mi się po głowie od kilku dni. Oczywiście w związku z odchodzącym pospiesznie latem.
Jaskółki odleciały kilka dni wcześniej niż zwykle, nawet nie zauważyłam kiedy dokładnie.
I natychmiast zrobiło się ciszej.
Tego roku "nasze" jaskółki - te mieszkające w koziarni - były wyjątkowo krzykliwe. Pewnie dlatego, że lęgi nie były tak udane jak poprzedniego lata. Jajeczka z pierwszego pewnego dnia znalazłam na podłodze koziarni - wypadły lub może to stare jaskółki je wyrzuciły. Drugi lęg z kolei był mało liczny, nie wiem czy były trzy czy tylko dwie małe jaskółeczki. A i "kłóciły" się przez całe lato - pewnie o to, że w tym roku coś poszło nie tak jak powinno. Szkoda.
Jaskółki odleciały kilka dni wcześniej niż zwykle, nawet nie zauważyłam kiedy dokładnie.
I natychmiast zrobiło się ciszej.
Tego roku "nasze" jaskółki - te mieszkające w koziarni - były wyjątkowo krzykliwe. Pewnie dlatego, że lęgi nie były tak udane jak poprzedniego lata. Jajeczka z pierwszego pewnego dnia znalazłam na podłodze koziarni - wypadły lub może to stare jaskółki je wyrzuciły. Drugi lęg z kolei był mało liczny, nie wiem czy były trzy czy tylko dwie małe jaskółeczki. A i "kłóciły" się przez całe lato - pewnie o to, że w tym roku coś poszło nie tak jak powinno. Szkoda.
| Pierwsza piątka maluchów - lato 2013 |
| Kilka dni przed opuszczeniem gniazda |
| Młode z zeszłorocznego drugiego lęgu wracały na noc do gniazdka - dziwne - coś takiego widziałam po raz pierwszy |
| I tak cały letni dzień... |
środa, 20 sierpnia 2014
Dzień z życia myszy
Zawsze myślałam, że tylko ludzi trudno odwieść od wykonywania pewnych bezsensownych czynności. Wczoraj przekonałam się naocznie, że takie uparte mogą być również niektóre mysie osobniki.
Siedziałam na swoim fotelu na werandzie i kątem oka zarejestrowałam jakiś ruch. Przyjrzałam się dokładnie i cóż widzę ? Po ścianie wspina się mysz. Kto by pomyślał, nie wiedziałam, że to też umieją. A po co się wspina ? Ano w mysiej główce zaświtała myśl, żeby koniecznie dostać się na klapę kosza na śmieci.
Pewnie mysz jeszcze nie wie, że klapa jest zamknięta i raczej nie uda się wejść do środka. No chyba, że mysz ją jakoś podniesie. Niby jest to niemożliwe, ale swego czasu Magister ( o którym pisałam w jednym z postów) wchodził do kosza w kuchni - umiał odchylić klapę i wskoczyć do środka, a po buszowaniu w śmieciach, swoim mysim sposobem wychodził. Kilka razy widziałam go jak zadowolony siedział sobie na krawędzi kosza... Ale Magister już nie żyje. A może ten uparciuch to jakiś jego potomek ?
Ten sierpniowy słoneczny dzień z życia myszy wyglądał tak: szybka wspinaczka, potem naciąganie się do granic możliwości i próba skoku na śmietnik, po czym upadek na ziemię, ponieważ nie udawało się doskoczyć do klapy. Pomyślałby ktoś, że po kilku bezowocnych próbach mysz zrezygnuje. Ale nie... Przez ten cały czas, kiedy ją obserwowałam uparcie wspinała się i spadała... i tak w kółko. Niestety musiałam jechać do miasta i nie wiem jak ta jej syzyfowa praca się skończyła. Wskoczyła na tę klapę czy nie ?
PS.
Myszy w natarciu. Żywo- łapka pracuje pełną parą, nawet psy przejęły się sytuacją i z zapałem wykonują kocią robotę. Co znaczy tak duża ilość myszy ? Zwiastują ostrą zimę czy to taki mysi rok ?
Ech, gdzie te czasy kiedy jedyną naszą myszą był czyściutki, nie śmierdzący i nie zostawiający kupek gdzie popadnie Magister.
Siedziałam na swoim fotelu na werandzie i kątem oka zarejestrowałam jakiś ruch. Przyjrzałam się dokładnie i cóż widzę ? Po ścianie wspina się mysz. Kto by pomyślał, nie wiedziałam, że to też umieją. A po co się wspina ? Ano w mysiej główce zaświtała myśl, żeby koniecznie dostać się na klapę kosza na śmieci.
Pewnie mysz jeszcze nie wie, że klapa jest zamknięta i raczej nie uda się wejść do środka. No chyba, że mysz ją jakoś podniesie. Niby jest to niemożliwe, ale swego czasu Magister ( o którym pisałam w jednym z postów) wchodził do kosza w kuchni - umiał odchylić klapę i wskoczyć do środka, a po buszowaniu w śmieciach, swoim mysim sposobem wychodził. Kilka razy widziałam go jak zadowolony siedział sobie na krawędzi kosza... Ale Magister już nie żyje. A może ten uparciuch to jakiś jego potomek ?
Ten sierpniowy słoneczny dzień z życia myszy wyglądał tak: szybka wspinaczka, potem naciąganie się do granic możliwości i próba skoku na śmietnik, po czym upadek na ziemię, ponieważ nie udawało się doskoczyć do klapy. Pomyślałby ktoś, że po kilku bezowocnych próbach mysz zrezygnuje. Ale nie... Przez ten cały czas, kiedy ją obserwowałam uparcie wspinała się i spadała... i tak w kółko. Niestety musiałam jechać do miasta i nie wiem jak ta jej syzyfowa praca się skończyła. Wskoczyła na tę klapę czy nie ?
PS.
Myszy w natarciu. Żywo- łapka pracuje pełną parą, nawet psy przejęły się sytuacją i z zapałem wykonują kocią robotę. Co znaczy tak duża ilość myszy ? Zwiastują ostrą zimę czy to taki mysi rok ?
Ech, gdzie te czasy kiedy jedyną naszą myszą był czyściutki, nie śmierdzący i nie zostawiający kupek gdzie popadnie Magister.
| Magister |
poniedziałek, 11 sierpnia 2014
Paczyła i zobatrzyła czyli ortografia w odwrocie
Na zdjęciu koziołek Leo z Sentą, ale tym razem znowu nie o zwierzakach... Ostatnio czytając blogi natknęłam się na nowe, nieznane mi słowo " paczyłam ". Skąd się wzięło?
Może z cyklu telewizyjnego pt." Co ja paczę ?" prowadzonego jakiś czas temu przez miłą skądinąd aktorkę - parodystkę Katarzynę Kwiatkowską. Treść dotyczyła patrzenia na coś i dokładnie jej nie zapamiętałam, ale ten tytuł w tym kontekście - potworek gramatyczno-ortograficzny długo nie dawał mi spokoju !
Dzisiaj z ciekawości spróbowałam i komputer nie podkreśla na czerwono słowa "paczyłam". Jak nie podkreśla, to co to znaczy ? I dlaczego nie podkreśla ? Może coś mi umknęło ? A może powinnam też tak napisać i po setnym lub tysięcznym razie przestanie mi to przeszkadzać ? A jeżeli to żart, a ja go nie zrozumiałam ? Może telewizyjni redaktorzy zmienili nam pisownię słowa "patrzeć" ? Wiele jeszcze mam pytań w związku ze słowem "paczeć", ale już ich wystarczy.
Wiem, język tak jak i świat bezustannie ewoluuje. Nieobce mi są nowe słowa, lubię też sama jakieś stworzyć lub pobawić się nimi. Obserwuję świat bez większych emocji, przyjmuję i staram się zaakceptować wszelkie zmiany. Tylko nie wiem dlaczego jeszcze i aż tak bardzo poruszają mnie dziwadła stylistyczne, gramatyczne i ortograficzne.
I żeby nie było, że się kogoś czepiam, tylko jakoś tak źle mi się to słowo " paczeć " czyta.
Ooo, a teraz się podkreśliło !!!
PS.
Tytuł poprawnie napisany : Patrzyła i zobaczyła....
PS 2.
Domyślam się, że nie podkreśla ze względu na słowo " paczyć" - deformować, zniekształcać.
Paczyłam czyli deformowałam, zniekształcałam.
wtorek, 5 sierpnia 2014
Do twarzy mu w czerwonym czyli imieninowe odwiedziny
A ja znowu o owadach, a nie jak zwykle o kozach, ale to dlatego, że tego roku odwiedzają mnie tak niezwykłe i nigdy wcześniej nie widziane osobniki. To cudo na zdjęciu powyżej, to jak się doszukałam - mrówkolew pospolity. Niby pospolity, ale po raz pierwszy zjawił się u mnie nocą 26 lipca.
Lekko niebieskawe, półprzeźroczyste koronkowe skrzydełka i gorejące oczy, a także spiralny rysunek odwłoka stwarzają w efekcie wygląd istoty nie z tego świata.
A jednak są tutaj - tak nieziemskie i w dzień prawie niewidoczne. Ale nocą...
Niestety w tej postaci mrówkolew żyje tylko około miesiąca. Prawdziwie fascynujące i długie 2-3 letnie życie prowadzi jego larwa w niczym nie przypominająca osobnika dojrzałego.
To taki niespotykany imieninowy prezent - mrówkolew pokazał mi swą jakże piękną, zupełnie przeobrażoną postać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
