wtorek, 2 września 2014

A mnie jest szkoda...

... lata. Ta bardzo stara piosenka, której słuchała moja mama, tłucze mi się po głowie od kilku dni. Oczywiście w związku  z odchodzącym pospiesznie latem.
Jaskółki odleciały kilka dni wcześniej niż zwykle, nawet nie zauważyłam kiedy dokładnie.
I natychmiast zrobiło się ciszej.
Tego roku "nasze" jaskółki - te mieszkające w koziarni - były wyjątkowo krzykliwe. Pewnie dlatego, że lęgi  nie były tak udane jak poprzedniego lata. Jajeczka z pierwszego pewnego dnia znalazłam na podłodze koziarni - wypadły lub może to stare jaskółki je wyrzuciły. Drugi lęg  z kolei był mało liczny, nie wiem czy były trzy czy tylko dwie małe jaskółeczki. A i "kłóciły" się przez całe lato - pewnie o to, że w tym roku coś poszło nie tak jak powinno. Szkoda.

 
Pierwsza piątka maluchów - lato 2013
 
Kilka dni przed opuszczeniem gniazda
Młode z zeszłorocznego drugiego lęgu wracały na noc do gniazdka - dziwne - coś takiego widziałam po raz pierwszy

 
I tak cały letni dzień...






środa, 20 sierpnia 2014

Dzień z życia myszy

Zawsze myślałam, że tylko ludzi trudno odwieść od wykonywania pewnych bezsensownych czynności. Wczoraj przekonałam się naocznie, że takie uparte mogą być również niektóre mysie osobniki.
Siedziałam na swoim fotelu na werandzie i kątem oka zarejestrowałam jakiś ruch. Przyjrzałam się dokładnie i cóż widzę ? Po ścianie wspina się mysz. Kto by pomyślał, nie wiedziałam, że to też umieją. A po co się wspina ? Ano w mysiej główce zaświtała myśl, żeby koniecznie dostać się na klapę kosza na śmieci.
Pewnie mysz jeszcze nie wie, że klapa jest zamknięta i raczej nie uda się wejść do środka. No chyba, że mysz ją jakoś podniesie. Niby jest to niemożliwe, ale swego czasu Magister ( o którym pisałam w jednym z postów) wchodził do kosza w kuchni - umiał odchylić klapę i wskoczyć do środka, a po buszowaniu w śmieciach, swoim mysim sposobem wychodził. Kilka razy widziałam go jak zadowolony siedział sobie na krawędzi kosza... Ale Magister już nie żyje. A może ten uparciuch to jakiś jego potomek ?
Ten sierpniowy słoneczny dzień z życia myszy wyglądał tak: szybka wspinaczka, potem naciąganie się do granic możliwości i próba skoku na śmietnik, po czym upadek na ziemię, ponieważ nie udawało się doskoczyć do klapy. Pomyślałby ktoś, że po kilku bezowocnych próbach mysz zrezygnuje. Ale nie... Przez ten cały czas, kiedy ją obserwowałam uparcie wspinała się i spadała... i tak w kółko. Niestety musiałam jechać do miasta i nie wiem jak ta jej syzyfowa praca się skończyła. Wskoczyła na tę klapę czy nie ?





PS.
Myszy w natarciu. Żywo- łapka pracuje pełną parą, nawet psy przejęły się sytuacją i z zapałem wykonują kocią robotę. Co znaczy tak duża ilość myszy ? Zwiastują ostrą zimę czy to taki mysi rok ?
Ech, gdzie te czasy kiedy jedyną naszą myszą był czyściutki, nie śmierdzący i nie zostawiający kupek gdzie popadnie Magister.

Magister

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Paczyła i zobatrzyła czyli ortografia w odwrocie


Na zdjęciu koziołek Leo z Sentą, ale tym razem znowu nie o zwierzakach... Ostatnio czytając blogi natknęłam się na nowe, nieznane mi słowo " paczyłam ". Skąd się wzięło? 
Może z cyklu telewizyjnego pt." Co ja paczę ?" prowadzonego jakiś czas temu przez miłą skądinąd aktorkę - parodystkę Katarzynę Kwiatkowską. Treść dotyczyła patrzenia na coś i dokładnie jej nie zapamiętałam, ale ten tytuł w tym kontekście - potworek gramatyczno-ortograficzny długo nie dawał mi spokoju !  
Dzisiaj z ciekawości spróbowałam i komputer nie podkreśla na czerwono słowa "paczyłam". Jak nie podkreśla, to co to znaczy ?  I dlaczego nie podkreśla ? Może coś mi umknęło ? A może powinnam też tak napisać i po setnym lub tysięcznym razie przestanie mi to przeszkadzać ? A jeżeli to żart, a ja go nie zrozumiałam ? Może telewizyjni redaktorzy zmienili nam pisownię słowa "patrzeć" ? Wiele jeszcze mam  pytań w związku ze słowem "paczeć", ale już ich wystarczy.
Wiem, język tak jak i świat bezustannie ewoluuje. Nieobce mi są nowe słowa, lubię też sama jakieś stworzyć lub pobawić się nimi. Obserwuję świat bez większych emocji, przyjmuję i staram się zaakceptować wszelkie zmiany. Tylko nie wiem dlaczego jeszcze i aż tak bardzo poruszają mnie dziwadła stylistyczne, gramatyczne i ortograficzne.       
I żeby nie było, że się kogoś czepiam, tylko jakoś tak źle mi się to słowo " paczeć " czyta.
Ooo, a teraz się podkreśliło !!! 
PS.
Tytuł poprawnie napisany : Patrzyła i zobaczyła.... 
PS 2.
Domyślam się, że nie podkreśla ze względu na słowo " paczyć" - deformować, zniekształcać.
Paczyłam czyli deformowałam, zniekształcałam. 

wtorek, 5 sierpnia 2014

Do twarzy mu w czerwonym czyli imieninowe odwiedziny




A ja znowu o owadach, a nie jak zwykle o kozach, ale to dlatego, że tego roku odwiedzają mnie tak niezwykłe i nigdy wcześniej nie widziane osobniki. To cudo na zdjęciu powyżej, to jak się doszukałam - mrówkolew pospolity. Niby pospolity, ale po raz pierwszy zjawił się u mnie nocą 26 lipca.
Lekko niebieskawe, półprzeźroczyste koronkowe skrzydełka i gorejące oczy, a także spiralny rysunek odwłoka stwarzają w efekcie  wygląd istoty nie z tego świata.
A jednak są tutaj - tak nieziemskie i w dzień prawie niewidoczne. Ale nocą...

Niestety w tej postaci mrówkolew żyje tylko około miesiąca. Prawdziwie fascynujące i długie 2-3 letnie życie prowadzi jego larwa w niczym nie przypominająca osobnika dojrzałego.
To taki niespotykany imieninowy prezent - mrówkolew pokazał mi swą jakże piękną, zupełnie przeobrażoną postać.  

wtorek, 22 lipca 2014

Lipcowonocne towarzyszki





Towarzyszki w lipcowy upalny dzień śpią. Ukryte w trawie lub jakimś nieoczekiwanym miejscu, które nocą wydawało się zupełnie inne i zapewne bezpieczne.        

Niedźwiedziówka kaja
                            
Stąpam ostrożnie,  z uwagą przestawiam naczynia, zbieram pranie spoglądając w zakamarki bluzek i spodni.

Szewnica pokrzywnica





Dopiero wtedy gdy odpoczywają, dokładnie widać jakie są piękne.

Skrzytek dereniak


Lubię ćmy tak jak lubię lipcowe noce. Powietrze ochładza się stopniowo i leniwie.Wokół tak bardzo ciemno i cicho, a z łąki dobiegają dyskretne odgłosy rozmowy koników polnych i świerszczy. Odrywam wzrok od książki, żeby spojrzeć, która to z pięknych towarzyszek muska moją skórę ledwo odczuwalnymi trzepotami skrzydeł. Żadna nigdy nie przysiądzie na dłużej, zaraz musi przecież lecieć do swojej lampy.
I tak noc już idealna toczy się powoli.


Fruczak gołąbek

A towarzysz Fruczak przylatuje o zmierzchu. Śmignie, pofurczy, rozwinie swoją rurkę, wciągnie nektar i już go nie ma.


PS.
Wczorajszej nocy wylądował mi na głowie szerszeń. Ale odleciał.

PS 2
Teraz zauważyłam, że sformułowanie - towarzysz Fruczak- brzmi intrygująco - zwłaszcza w kontekście daty.
Tak mogłaby się zaczynać jakaś historia z czasów minionych ...
 

piątek, 27 czerwca 2014

3 : 1


Taki mamy tegoroczny wynik - urodziły się trzy koziołki i jedna kózka - wszystkie białe. Niechybnie koziołkowy to rok. I co tu teraz zrobić? Tego właśnie się obawiałam, jakoś ciężko byłoby mi rozstać się z urodzonymi u nas kozami. Właściwie to jeszcze nigdy tak się nie zdarzyło.
W tej chwili mamy już dwa koziołki - Kajtka i Bartka, ale to nie problem ponieważ mieszkają osobno. Pepe to kolejny, został wykastrowany ze względu na siostrę - kózkę Pipi, którą opiekował się, gdy straciliśmy ich matkę Puci.
Ot i teraz mam o czym myśleć, choć i tak raczej wszystkie koziołki zostaną z nami - jeszcze w tym roku będzie to możliwe. Następne wykoty dopiero za jakiś czas. A wtedy może znowu urodzą się same kózki ?!  

                                                   
Leo i Maniek urodzone 26 maja

To z Leosiem i  Maniusiem mamy problem, ponieważ obydwaj będą mieć rogi, a planowaliśmy zostawiać do hodowli tylko koziołki bezrożne. One jakby wyczuły, że ważą się ich losy - takich niesamowicie kontaktowych i przymilnych kozich maluchów jeszcze nie miałam ! Często stado pasie się daleko, a koziołeczki zostają tylko po to, żeby wskoczyć na kolana albo pobawić się trochę ze mną.

Nawet z Sentą od razu się zakolegowały
                                             
Starsze koźlaki Amelka urodziła 15 maja. Przedstawiam - koziołek Anton i kózka Antonia. Anton będzie bezrożny i zdecydowanie zostaje u nas. Antonia jako kózka oczywiście też.

Z lewej Anton i Antonia
                                    
Fajnie jest na tej łące - Anton i Antonia

Jak na razie wszystko przebiega dobrze - kózki rosną zdrowo, matki karmią, a i porody odbyły się bezproblemowo. Po prostu - Amelka i Barbie same sobie poradziły - gdy wróciłam do domu już było po wszystkim. Jestem za to wdzięczna im i losowi, bo to był i jest dla mnie trudny czas.


Gdy siedziałam przy łóżku Taty, to codziennie pytał czy kozy już urodziły. Niestety nie mogłam mu tego opowiedzieć - kiedy pojawiły się pierwsze koźlęta, Tato już tej wiadomości nie usłyszał. A może słyszał - ale ja tego nie wiem. Na zawsze zapamiętam ten maj, kiedy oczekiwanie na nowe - kozie co prawda ale - życie, splotło się z bolesnym pożegnaniem. Tato zmarł 30 maja. 



poniedziałek, 26 maja 2014

Gorzki maj




Nadchodzi nieuchronne - los chciał, aby był to tegoroczny maj. Powoli odchodzi mój Tato, jeszcze walczy - jak to On zwykle nie poddający się zbyt łatwo. Ale wiem, że zostało mu niewiele czasu.
Ten blog opisujący fragmenty mojego życia w leśnym zakątku, poniekąd związany jest również z Tatą.
Bo to dzięki jego pasji i tęsknocie do natury, dawno temu kupiliśmy ten dom i te łąki. Wówczas nie przypuszczałam, że  to właśnie ja tutaj zamieszkam.
Postanowiłam zapisać ( na podstronie - "to miejsce") ku pamięci swojej i innych tę historię. To kawał czasu - dwadzieścia sześć lat - i ich opisanie trochę potrwa. Ale czuję, że powinnam to zrobić. Tylko tak mogę podziękować mojemu Tacie.
Za  to miejsce,  które bardzo kochał.